• Wpisów: 89
  • Średnio co: 28 dni
  • Ostatni wpis: 4 lata temu, 13:01
  • Licznik odwiedzin: 28 687 / 2579 dni
 
kimciakowa
 
daisay: Piszę sobie tutaj, nikt tego nie czyta, albo nawet nie wie, że mam jeszcze tego bloga. W sumie to i dobrze. Jest 17 października 2013r. , jak ten czas leci. Nie mogę uwierzyć w to, że za  3 dni minie miesiąc. Ten cholerny miesiąc. Potem będą mijać kolejne dni, miesiące, aż w końcu zapomnę? Nie, o takich rzeczach nie można zapomnieć, nigdy. Nawet jeśli bardzo się staramy, to tak nie idzie. Na zawsze w sercu, nigdy już się tego nie pozbędę. Choćbym wrodziła w to nienawiść, czy żal, nie, to nie wyjdzie. A z tym pozostaną wszystkie wspomnienia, które strasznie bolą, gdy je wspominam. W ból gdzieś wchodzi kawałek szczęścia i moje kąciki ust czasami podnoszą się.
To wszystko jest niespodziewane i trudne. Wydawało się, że tak będzie już zawsze. Myśl "to koniec" w ogóle nie istniała. Liczyła się tylko ta obecna chwila. Trudna przeszłość i jeszcze trudniejsza przyszłość nie wchodziła w grę. Byłam w stanie zrobić wszystko by tak było zawsze, dosłownie wszystko.
Do dzisiaj pamiętam początki. Te pierwsze zwykłe rozmowy, później było ich coraz więcej i więcej.. Zaczęły się filmiki, bardzo idiotyczne, ale coś jednak w nich było. Aż przyszło pierwsze spotkanie.. Zwykły wieczorny spacer, przez którego potem dostałam karę. Ale to nie było ważne. Potem ciągłe rozmowy przez telefon, a z jednego spotkania wyszło milion dalszych. Zwykłe trzy ławki były jak etapy. Na pierwszej powstała przyjaźń, wielka więź. Ta ławka skrzypiała, ale i tak ją lubiłam. Głupie siadanie nogami i coś się zaczęło zmieniać. Zaczęło mi coraz bardziej zależeć. Na drugiej ławce wiedziałam, że to już coś więcej niż przyjaźń. Trzecia ławka, ją to najbardziej lubiłam, ale była jeszcze jedna ławka w lesie, strasznie sentymentalna. W drodze na nią zawsze byłam obrzucana liśćmi. Jak stało się cieplej pokazałam mu pewne miejsce nad jeziorem. Pamiętam ten dzień bardzo dobrze. Głupi telefon wpadł do wody, akcja w wyławianie, śmiechy, uroczy klimat, pierwszy pocałunek... Czułam się najszczęśliwszą osobą na Ziemi.
Naprawdę nigdy nie sądziłabym, że to właśnie on tak zawróci mi w głowie. Nie potrafiłam mu się oprzeć, po prostu się przywiązałam. Koniec roku szkolnego, między nami było mieszanie z pewnej nieprzyjemnej sytuacji. Próbowałam zapomnieć, udawać taką co ma wszystko gdzieś. Ale nie umiem udawać, wymiękłam przy starcie. Ta chwilowa odległość jeszcze bardziej nas zrodziła. Wakacje, wstaję rano, on już tu był. Nie pozwalał spać, marudził, wkurzał, wygłupiał się. Ale nie potrafiłam się złościć. Pozwalałam na wszystko, robiliśmy wszystko by było dobrze. Czasami brakowało czasu, ale nam to nie przeszkadzało. Liczyła się każda minuta, godzina, dzień. I tak mijały letnie dni, aż przyszedł 1 Września..
On wyjechał do swojej nowej szkoły, około 90 km ode mnie. Jednak nie była to chwila rozpaczy, ponieważ kontaktowaliśmy się przez sms. Zaczęła się szkoła, trzeba było się wziąć do roboty. Obiecaliśmy sobie, że damy radę, ponad wszystko.
Gdy wreszcie minął ostatni dzień w szkole, on wrócił tutaj na weekend. Cały piątek spędzony z nim. Miał mało czasu, jednak nie dałam mu pójść. Wrócił z dużym spóźnieniem do domu, przez co na drugi dzień nie mogliśmy się zobaczyć. Ale została niedziela, spotkaliśmy się, potem znowu pojechał. I już nie mogłam się doczekać następnego weekendu z jego osobą. W szkole coraz więcej nauki, ale dawaliśmy radę. Znowu był weekend, sobota, po meczu, nad jeziorem. Pamiętam wszystko dokładnie. Miał tą swoją "bejsbolówkę", włosy oklapnięte. Była ładna pogoda, było cudownie. Jak zwykle najdłużej trwały pożegnania. Aż w końcu było pożegnanie i "do zobaczenia za tydzień!", potem ciągłe odwracanie się za siebie..
A tydzień później?...
Znowu minął kolejny tydzień szkoły, był piątek, po basenie. Okazało się, że nie zobaczymy się w ten dzień. Byłam rozczarowana, bo czekałam na ten dzień, jednak nie załamywałam się, do czasu..
Dostałam nagle sms...
To, co w nim było...
Zerwał ze mną. Powód? odległość.
Nie dochodziło to do mnie, nie wierzyłam w to, co się dzieje. Czułam się jakby mi serce pękło. Godzinami wylewałam łzy, darłam się na cały dom, wyrywałam włosy, walczyłam sama ze sobą.
Co się stało? Dwoje ludzi zakochanych w sobie bardzo mocno. Jedna wiadomość i zmienia się wszystko. Już nic nie będzie takie jak kiedyś. Wszystko, co było, zniknęło, zostałam ja, sama.
Nikt mi nie był w stanie pomóc, a ja sama poległam. Miałam wsparcie, owszem. Ale moje uczucia robiły swoje. Minął dzień, płaczę wciąż. Minął tydzień, płaczę wciąż. Mija miesiąc, płaczę nadal..
Codziennie wspominam każdą chwilę, jego. Chciałabym wiedzieć, co u niego, co robi, kto go tym razem zdenerwował. Chciałabym usłyszeć "Kocham Cię" , "tęsknię". Ciężko jest się przyzwyczajać do nowych, gorszych rzeczy. Ja chyba nigdy już się nie przyzwyczaję.
Dzisiaj jest 4 listopada 2013, a ja wciąż Cię Kocham..

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
  • awatar
     
     
    gość
    kochana miałam podobnie w twoim wieku :) chodziłam do szkoły zaczęła sie pierwsza wielka miłóść aż tu bum zerwał ze mna bo chciał wyjechac a m.in. koledzy byli wazniejsi ale pózniej załował i dalismy sobie szansę :) ja byłam ostrożna bo wiem ile ryczałam podobnie jak ty :) a dzis planujemy wspólne zycie slub :) powodzenia :)